Diecezja Warszawsko-Praska
Kazanie z okazji 60-lecia zakończenia II Wojny Światowej
Katedra Polowa, 6 maja 2005

Doświadczył ich jak złoto w tyglu
i przyjął ich jak całopalną ofiarę (Mdr 3, 6)

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus !

Bracia i Siostry!

Gromadzi nas Najświętsza Eucharystia, sakrament miłosierdzia, jedności i miłości. To w niej Bóg w Chrystusie uświęca świat. Przez Eucharystię jednoczymy się z Chrystusem, który czyni nas uczestnikami swego Ciała i swojej Krwi. „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa. Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa. Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało” (1 Kor 10, 16-17).

Dziś ta uczta łamania Eucharystycznego Chleba, na którą zaprasza Zbawiciel, sprawowana jest ze szczególnej okazji – 60 rocznica zakończenia II wojny światowej. Wczoraj uroczyście odniósł się do niej stosowną uchwałą Parlament. Dziś i my wracamy do niej modlitwą Kościoła. Co i raz natykamy się na jej ślady, nie tylko te materialne, także te, które odcisnęły się głęboko w ludzkiej świadomości.

1. „Nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę” (J, 8,34)
Ta wojna nie jest zapisaną do końca kartą, którą można odsunąć do lamusa historii. Wciąż niepokoi, budzi sumienia, stawia pytania.

Szczególnie w naszej Ojczyźnie. Ziemi niezwykle doświadczonej. To na niej w tamtych latach ujawniły się z całą wyrazistością bieguny ludzkich postaw – bestialstwo i heroizm.

Bestialstwo najeźdźców, którzy właśnie tę polską ziemię, uświęconą modlitwą wieków, obrali za miejsce zagłady tysięcy, więcej milionów ludzi. Zagłady w obozach, krematoriach, więzieniach, niezliczonych miejscach kaźni. Dramatu zniszczenia i śmierci.

A naprzeciw tego bestialstwa heroizm. Tych, którzy zła się nie ulękli, nie weszli w ciemną dolinę zdrady, zaprzaństwa, nie odrzucili wartości, którymi do tej pory żyli. Ale podjęli wyzwanie. Czynnie przeciwstawili się złu. To do nich można odnieść słowa z Janowej Ewangelii: ”Nigdy nie byliśmy poddani w niczyja niewolę” (J 8, 34)

Wielu takich ludzi znalazło się tu, w Stolicy Rzeczypospolitej, w mieście nieujarzmionym. Wystarczy przywołać jeden motyw: sierpniowe powstanie 1944 r.. Tamte dni, kiedy tylu chłopców i dziewcząt ofiarowało młode życie za każdy kamień Twój, Stolico – za wolność narodu, za niepodległość Ojczyzny.

Sprawujemy dziś Najświętszą Ofiarę w jednym z miejsc Stolicy, który ma wymiar symbolu. Po kapitulacji Warszawy w 1939 roku, na placu przed Pałacem Krasińskich, naprzeciw tej Katedry – stał tu wtedy pomnik Jana Kilińskiego – zwycięzcy składali zdobyczną broń. Na fotografiach z tamtych dni widać wypleniające plac zwały oręża. Smutne świadectwo klęski.

W sierpniu 1944 r., kiedy Warszawa wstawała by żyć, również i tu toczyły się powstańcze walki. Blisko stąd znajdował się właz do kanałów. Po latach naprzeciw Katedry Polowej, stanął ten Pomnik, który utrwala w spiżu – dla pokoleń, co przyjdą – epopeję Powstania Warszawskiego.

A świątynia katedralna, z chwilą odnowienia Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego w 1991 roku, stała się miejscem pożegnania doczesnych szczątków zmarłych na emigracji dowódców, mężów stanu, wodzów. Żegnaliśmy modlitwą Kościoła prezydenta Ignacego Mościckiego, premiera i Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego, gen. Józefa Hallera, i gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”, także w symbolicznej formie gen. Stefana Roweckiego „Grota” i gen. Leopolda Okulickiego, „Niedźwiadka” – komendantów głównych Armii Krajowej., Jana Stanisława Jankowskiego – delegata Rządu na Kraj. Dziś gromadzimy się przed tą świątynią, świadkiem polskiej historii, Matką kościołów Diecezji Polowej. Miejscem, gdzie tyle jest tej wojennej przeszłości – pamiątkowe epitafia, żołnierskie bojowe odznaczenia ofiarowane Hetmance Żołnierza Polskiego. A przede wszystkim Kaplica poświecona pamięci pomordowanych na Wschodzie. Ofiar Katynia, Charkowa, Miednoje, 15 tysięcy tabliczek – bo takie było żniwo tamtej zbrodni. Na ołtarzu relikwia z obozu w Kozielsku. Wizerunek Matki Miłosierdzia. Dar ojca – ofiary Katyniu, dla syna, też więźnia, który przeżył.

Na to nasze modlitewne spotkanie się w duchu i prawdzie, podczas którego mamy ożywić pamięć o II wojnie światowej liturgia Słowa ofiaruje nam osiem Chrystusowych błogosławieństw.

Ilekroć ich słuchamy, brzmią jak pobudka, przepełniona radosnym, jasnym tonem. Proklamują Bożą ekonomię. Zwycięstwo nadziei, prawdy i sprawiedliwości. „Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.” ( Mt 5, 11–12).

2. Drogi Chrystusowych błogosławieństw

W duchu ośmiu błogosławieństw spójrzmy na II wojnę światową. Wyrosła ta wojna z posiewu zła w duszach ludzkich. Z fałszywej optyki, że można usunąć Boga z ludzkiej historii. Postawić się ponad dobrem i złem. Przekreślić Dekalog i Chrystusowe przykazanie miłości. Wyszydzić chrześcijaństwo jako religię ludzi słabych.

W miejsc miłości wprowadzić – prawo siły.
W miejsce sprawiedliwości – prawo przemocy.
W miejsce prawdy – kłamstwo ideologii.

W miejsce Europy, idącej od wieków za Krzyżem Chrystus – narzucić wizję pogańskiego świata – triumfu rasy, pogardy dla słabych, deifikacji nieomylnej partii – narodowosocjalistycznej czy komunistycznej.

Mysterium iniquitatis – misterium zła. Nurt europejskich dziejów. Rewolucja francuska, październikowa, dwa totalitaryzmy XX wieku: nazizm i komunizmu. Nowy ład bez Boga Stwórcy, źródła stanowienia o tym, co dobre, a co złe, bez prawa miłości, bez ośmiu błogosławieństw. Nowy ład wedle miary przelewanej krwi, cierpienia, szczucia ludzi wzajem na siebie. Nowy obłęd, który w wypadku Niemiec, ukazał też zasadzki demokracji, która – wyborczą kartką – utorowała drogę zwycięstwu partii narodowosocjalistycznej.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

W czasie poprzedzającym wybuch wojny wiele ujawniało się w postawach ludzkich tego ewangelicznego smutku. Smutku aktywnego, który płynął z rozeznania stanu rzeczy. Z przeczucia nadchodzących nieszczęść. Tego smutku, który budził aktywność, pragnienie jedności, ludzką ofiarność dla przygotowań na odparcie zagrożenia. Rozeznawał tamtą sytuacje Kościół. Przypomnijmy dwie encykliki Ojca Świętego Piusa XI piętnujące komunizm i faszyzm: „O bezbożnym komunizmie” i „Mit brennender Sorge” (O położeniu Kościoła w III Rzeszy).

Umiłowani !
1 września 1939 r. rozpoczęła się ta straszna wojna, która wkrótce w swoją orbitę wciągnęła liczne państwa i narody.

Rozpoczęła się atakiem na Westerplatte, u wrót Gdańska, gdzie niewielki oddział polskich żołnierzy podjął nierówną walkę z najeźdźcą. Papież Jan Paweł II, który 48 lat później, 12 czerwca 1987 roku, stanął w tym miejscu, mówił o nim, jako o symbolu porządku praw i wartości, „które trzeba ‘utrzymać’ i ‘obronić’ (...) w sobie i wokół siebie”, także w wymiarze Ojczyzny, państwa, narodu. Ileż w tamtych latach było sytuacji kiedy – trzeba było...

Kiedy trzeba było powiedzieć swoje „Tak” – w ciszy sumienia, w samotności serca. Gdy zapadała decyzja, aby stanąć do konspiracyjnej wojskowej przysięgi, włączyć się do tajnego nauczania, przyjąć pod swój dach tropionych i zaszczutych. Znając cenę tego „Tak” – często cenę życia. I potrafić także powiedzieć „Nie” – tym różnym poruszeniom, których nie szczędzono.

Jako naród z odmętów zła drugiej wojny światowej wyszliśmy z podniesioną głową. Dochowaliśmy wierności Bogu i Ojczyźnie. Dziedzictwu Ojców. Prawom ojczystym. Nie ulegliśmy pokusie zaprzaństwa, odstępstwa od Ojczyzny, sprzeniewierzenia się Chrystusowi i Jego Ewangelii. Zjawiska tego typu, stanowiły margines zachowań. Jakże dziś przez niektórych wyolbrzymiany. Ukazywany światu. Niesprawiedliwie uogólniany – na cały naród.

Rzeczywistość była inna. Możemy powiedzieć z czystym sercem, że jako Naród obroniliśmy nasze Westerplatte!

Błogosławieni, którzy łakną sprawiedliwości....

Wiele dróg wiodło – ku sprawiedliwości. Zbrojny czyn – to jedna z nich. Tyle jego śladów na naszej ziemi. Pobojowiska września od granicy zachodniej Rzeczypospolitej po Kock, po Szack i Wytyczne. Żołnierskie mogiły i cmentarze.

Epopeja żołnierza-tułacza. Tego, co uchodził z okupowanego kraju, na Zachód, gdzie tworzono Wojsko Polskie, podnosząc upadający sztandar. Żołnierza – niedawnego łagiernika z Armii gen. Andersa. Żołnierza Polski Podziemnej z gęstwin leśnych – skrawków wolnej Polski.

Miałem to szczęście, jako Biskup Polowy Wojska Polskiego, modlić się na wielu wojennych cmentarzach. Powtarzać za poetą : Polsko, gdzie Twoje groby? Gdzież ich nie ma.. Ty wiesz najlepiej i Bóg wie na niebie”. Cmentarzach na wschodzie i zachodzie, południu i północy. W Teheranie, na Monte Cassino, w Normandii, w wołyńskich Zasmykach, wileńskiej Rossie – wyliczam tylko niektóre. Odczytywać nad ich grobami Ewangelię Zmartwychwstania. Przypominać, że to dla Ciebie, Polsko i dla Twojej chwały, oddali życie A także mówić im, że ta sprawiedliwość, której wyrazem stała się wolność i niepodległość Ojczyzny, na którą czekali i za którą życie oddali wreszcie przyszła, jako owoc ich trudu. ich „Tak” powiedzianego niegdyś.

Druga z tych dróg ku sprawiedliwości, to działalność czynników politycznych – rządu polskiego na emigracji (Polonia: Londyn, USA, Syberia). Był świadectwem tego, że Polska zaatakowana 1 i 17 września ze Wschodu i Zachodu nie uległa – żyje, że stanowi podmiot prawa międzynarodowego. Wiemy, że często była to ciernista droga. Szczególnie od czasu, kiedy nad sprawą polska zawisł straszliwy cień Katyniu. Staranie o wyjawienie prawdy o zbrodni stało się powodem zerwania stosunków dyplomatycznych przez rząd sowiecki. Racje moralne w polityce, również w obozie koalicji, zaczęły tracić na znaczeniu. Kiedy o losach powojennych Polski i Europy zadecydowały tajne porozumienia zawarte w Teheranie i Jałcie. To jałtańska zmowa nie pozwoliła temu rządowi objąć władzy w kraju, narzuciła Polsce nowy system władzy i jego ludzi.

Trwał ten rząd na uchodźstwie – symbol Polski niepodległej. Przypominał światu o Polsce, ofiarnym sojuszniku koalicji antyhitlerowskiej, zdradzonej i opuszczonej przez swych sojuszników.

I trzecia droga ku sprawiedliwości – fenomen Polskiego Państwa Podziemnego z jego systemem oświaty, sądownictwem, z administracją, pracami nad projektami powojennych urządzeń państwowych.

To na tajnych szkolnych kompletach dojrzewała ta piękna młodzież, przepełniona dałem braterstwa i służby – z Szarych Szeregów, harcerskich powstańczych batalionów. To tam ma swe źródła ten czysty nurt wiernej rzeki harcerstwa, która płynie przez harcerskie polskie pokolenia złączone wspólnota braterstwa i służby. Do naszych dni.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Tamta wojna stanowiła wielkie wyzwanie dla chrześcijaństwa. Dla Kościoła, dla kapłanów, dla autentyzmu ich powołania. Musieli leczyć rany zadawane sumieniu, których nie szczędził tamten czas. Głosić Boże przykazanie miłości i miłosierdzia często w warunkach ekstremalnych. Przestrzegać: „Nie zabijaj” w sytuacjach, kiedy zbrodnia stawała się niemal normą codzienności. Jest we wspomnieniach wojennych Ojca Tomasza Rostworowskiego taka sytuacja, kiedy to jego wychowankowie – młodzi konspiratorzy – dla „wprawy” strzelają do żołnierza niemieckiego, który w staromiejskim zaułku rozkłada malarskie sztalugi. Zdarzenie osądzone przez kapłana nagannie, niegodne chrześcijanina.

Było to doświadczenie złota topionego w tyglu, o którym mówi czytanie z Księgi Mądrości. Doświadczenie całopalnej ofiary składanej na ołtarzu Bożym i ołtarzu Ojczyzny. Martyrologium Kościoła, kapłanów i świadków wiary. Jeszcze do końca niespisanie i nierozpoznane. Kościół z tego żniwa męczeństwa wydobywa ziarna urodzaju – dopełnione Bożą miłością i wynosi je na ołtarze Pańskie. Błogosławiony biskup Michał Kozal, bł. ks. Wincenty Frelichowski, 108 błogosławionych męczenników II wojny światowej. Pośród nich kapelan wojskowy, ks. komandor podporucznik Władysław Miegoń, który poszedł dobrowolnie do niewoli z tymi, którym służył, marynarzami.

Ofiarna służba księży kapelanów. Byli tam, gdzie żołnierze. We wszystkich formacjach na Wschodzie i Zachodzie. W partyzanckich oddziałach. Także tu, na szańcach Powstania Warszawskiego. Jeden z elementów Pomnika, obok którego stoimy to figura kapelana. Może to ojciec Tomasz Rostworowski może to ojciec Józef Warszawski – sławni kapelani Powstania.

Pozdrawiamy ks. Prałata Wacława Karłowicza, kapłana diecezji warszawsko-praskiej, ostatniego zapewne kapelana Powstania Warszawskiego. Przesyłamy wyrazy łączności duchowej tym Hierarchom – Rodakom, którzy swym życiem w tamtych latach głosili Ewangelię Chrystusa Cierpiącego. Seniorowi Episkopatu Polski abp Ignacemu Jeżowi z Koszalina, abp Kazimierzowi Majdańskiemu ze Szczecina, ks. kardynałowi Adamowi Kozłowieckiemu, jezuicie, misjonarzowi w Zambii – więźniom Dachau, ks. kardynałowi Kazimierzowi Świątkowi z Mińska Białoruskiego – łagiernikowi i więźniowi systemu sowieckiego.

Wspomnijmy w tej godzinie Biskupa Polowego Wojska Polskiego Józefa Gawlinę. Biskupa wiernego i odważnego. Niezmordowanego towarzysza żołnierskiej służby i na Zachodzie, i w Rosji, i w Kazachstanie, i na Bliskim Wschodzie, i pod Monte Cassino.

Poległym głosił przesłanie nadziei: „Mogiły wasze są więcej aniżeli monumentem zwycięstwa, więcej niż pomnikiem wdzięczności Narodu i symbolem miłości żołnierskiej. Są głosem wołającym do niebios o taką Polskę, jakąście wy, Najdrożsi, w sercu nosili”. Walczących z entuzjazmem, pewnością i żarliwością apostolską przekonywał, że będzie Polska w imię Pana. A wobec zwycięzców spod Monte Cassino mówił z patosem i dumą: Maiestati Poloniae proprium redere decus – Majestatowi Polski chcieliście przywrócić właściwą część.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Tamta woja miała charakter totalny. Hekatomba ofiar. Eksterminacja tysięcy.

Wyrok wydany na Naród Wybrany, unicestwiany w komorach gazowych Brzezinki, Treblinki, Bełżca. Wielka buta człowieka, który z własnej woli stawał się panem życia i śmierci tysięcy.

I wielkie zwycięstwo człowieka. Zwycięstwo objawiającej się w jego sercu miłości Bożej. Zwycięstwo łaski i Miłosierdzia. Otwarte serca na glos Chrystusa: Coście uczynili jednemu z tych moich braci najmniejszych, mnieście uczynili.

Naprzeciw misterium złą stanął jeden człowiek, franciszkanin z Niepokalanowa, ojciec Maksymilian Kolbe, dziś święty Kościoła. I zwyciężył. Pokazał siłę miłości. Tej, którą przynosi Chrystus.

Warto tamten wojenny czas zmierzyć miarą Chrystusowych błogosławieństw.......

3.Na drogach nadziei

Bracia i Siostry !
8 maja 1945 roku umilkły strzały tamtej wojny. Rozpoczynał się nowy czas, dla świata, dla Europy.

Dymiły pogorzeliska spalonych miast. Ruszały w wędrówkę ku nowym miejscom osiedlenia tysiące. Szukały się rozproszone rodziny.

Podniesiono z pyłu ulicy Chrystusa z posągu przed kościołem św. Krzyża, który podzielił los zniszczonego miasta.

Ludzie tamtego czasu patrzyli w przyszłość – pytali, co przyniesie, co odmieni.

Patrzyli w przyszłość, pośród wielu, synowie dwóch narodów, Karol Wojtyła, wtedy, w maju 1945, kleryk krakowskiego Seminarium Duchownego i 18-letni, Józef Ratzinger, którego koniec wojny zastał w amerykańskim obozie jenieckim.

Patrzyła w swoją przyszłość poraniona Europa, patrzyła Polska, wepchnięta w nowy system polityczny, w nowe granice....

Jako naród stanęliśmy wobec nowych wyzwań. Mówił o nich po latach, w 1994 roku Ojciec Święty Jan Paweł II: „My, Polacy, nie mogliśmy uczestniczyć bezpośrednio w tym procesie odbudowy Europy, który został podjęty na Zachodzie. Zostaliśmy z gruzami własnej Stolicy. Znaleźliśmy się, jako alianci zwycięskiej koalicji w sytuacji pokonanych, którym narzucono na czterdzieści kilka lat dominację ze Wschodu, w ramach bloku sowieckiego. Tak wiec dla nas walka nie skończyła sie w roku 1945. Trzeba ja było podejmować wciąż na nowo. To samo zresztą dotyczy naszych sąsiadów”. (Orędzia JP II: Monte Cassino, Powstanie Warszawskie, Cmentarze).

Nie zrealizowaliśmy naszych celów wojennych, które określały trzy słowa: Wolność – Całość – Niepodległość.

Nie odzyskaliśmy wolności i niepodległości. Nastały lata odbierania narodowi przyrodzonych praw, zniewalania ducha..

Całości terytorium państwa nie uchroniliśmy. Poza nowymi granicami ojczyzny zostały Kresy Wschodnie – przestrzeń nasycona znakami polskiej przeszłości, kultury, ducha. Rozpoczęła się wielka wędrówka na Zachód, na nowe terytoria, ludzi, którym odebrano najbliższą sercu ojczyznę.

Wielu ludzi tamtego czasu pytało z goryczą: Więc taki jest rezultat naszych wysiłków, naszej wierności i ofiarności? Żniwo wojny trwało nadal. Podzielona Europa. Żelazna kurtyna. Stalinizm, represje, także te, które dotykały Kościół.

Ale przecież nie zgasła w ludzkich sercach pobudka Chrystusowych błogosławieństw. Wartości chrześcijańskie definiowały polska tożsamość. Umacniały jego godność. Stanowiły siłę, która otwierała przyszłość. Budziła pewność, że ci których Pan doświadczył jak złoto w tyglu – „ W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku. Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami, a Pan królować będzie nad nimi na wieki. Ci, którzy mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali”.

Znamy dobrze etapy tego wiernego marszu. Marszu ku nadziei. Pan dał siłę swojemu ludowi i błogosławieństwo pokoju. Przyszła Polska w imię Pana. Upadł porządek jałtański. Wolność przyszła do tylu narodów Europy Środkowo- Wschodniej.

Jesteśmy świadomi roli jaką odegrał w tym dziele Jan Paweł II. (wizyty, audiencje, cmentarze, listy 1993, 1994). Był Papieżem, który obudził ten poryw ducha, który zburzył i berliński mur, i mury, które przegradzały niejedno ludzkie serce.

Już 15 lat jesteśmy dziedzicami tej wolności: wymodlonej, wycierpianej, tak długo oczekiwanej. Uczymy się tej wolności. Bywa, że jej nie szanujemy. Bywa, że ja marnotrawimy. Bywa, że ją pomniejszamy. Ale także, jej bronimy i utrwalamy. W ojczyźnie i poza jej granicami Jak Wojsko Polskie, które bierze udział w misjach pokojowych, stabilizacyjnych. Także tam, na Bałkanach, gdzie rozpad dawnego porządku wywołał konflikty. Gdzie trzeba pełnić misje pokoju i wychowania do pokoju.

4. Spotkanie w Chrystusowej prawdzie

Bracia i Siostry!
Jesteśmy świadkami budowania nowego europejskiego ładu. Przezwyciężania dziedzictwa Jałty. Ta nowa sytuacja domaga się oczyszczenia pamięci. Przebaczania. Spotykania się w prawdzie. Upadł berliński mur, trzeba, aby upadły mury, które przebiegają jeszcze przez tyle serc ludzkich.

„Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło ( Łk, 8, 17).

Patrzymy z perspektywy 60 lat na doświadczenie wojny i na skutki wojny. Poszukujemy prawdy o tamtych czasach. Jak ją skonstruować, kiedy przybiera tak różne kształty? Kiedy tak bardzo różnie odcisnęła się w ludzkich sercach.

Jest prawda ludzi zranionych. Doświadczonych. Prawda wojennego pokolenia, pokolenia AK – zaplutych karłów reakcji. Co tak długo musieli czekać. Co teraz patrzą z niepokojem u kresu swoich dni. Często zgorszeni tym frymarczeniem Polską i zapominaniem o Polsce, odwracaniem się od Polski. Zdziwieni, że ideały ich młodości: braterstwa i służby, staja się dla wielu muzealnym rekwizytem.

Jest prawda dawnych łagierników, sybiraków – co wracali po latach nieludzkiej ziemi, do innej już Polski.

Jest ta prawda żołnierzy-tułaczy, emigracji niepodległościowej. Po drogach świata nieśli pamięć o swym wojennym trudzie, zmarnotrawionym, niespełnionym. I służyli Polsce, jej dobremu imieniu, trwali przez lata przy konstytucyjnym prezydencie, przy sztandarze z Orłem Białym.

Jest ta prawda o wojnie i jej skutkach także u tych, którzy stali się beneficjentami tamtego systemu – wciąż wielka masa ojców, synów, wnuków. Utrwalaczy i klakierów. Pragmatyków i cyników. Dziś są promotorami nostalgii za dawnymi czasami pamięci. Za czasami które nie zostały rozliczone, dogłębnie rozpoznane.

Prawda pokolenia, któremu odebrano młodość – pokolenia więźniów, jaworzniaków, żołnierzy-gorników.

Jest też tragiczna prawda ludzi łamanych, zmuszanych, szantażowanych – co ulegli. Nie zawsze dla judaszowych srebrników zdrady.. Bolesna prawda, która objawia się z taką siłą emocje, rani i rozdziera. Zatruwa jadem tragicznej przeszłości. Nie można jej rozpoznać tylko zasobem zachowanych teczek. Są przecież tylko jakimś wycinkiem, ułomkiem, fragmentem tamtej rzeczywistości – prowokacji, szantażu, zdrady, słabości. Nie sposób na ich podstawie odkryć prawdy o człowieku – także tym uwikłanym w zło systemu. Dziś stają się narzędziem do niejasnych gier. Wyrokowaniem bez procesu

I jest prawda tych, którzy stoją w ukryciu, siewców zamętów, prowokacji, niepokoju. Tych, których szkolno w łamaniu ludzkich sumień, To nie ich stawia się pod pręgierzem opinii publicznej, to nie oni stają się bohaterami pierwszych stron gazet.

Wielość spojrzeń, wielość ocen. Rzeczywistość przeszłości, która domaga się pracy pamięci i pracy sumienia.

Dobrze, że te pytania o prawdę o przeszłości, o dziedzictwo pamięci o II wojnie światowej, nabrzmiewają dziś. Trzeba na nie odpowiadać.

Polskę w dniach umierania Ojca Świętego ogarnęło niezwykłe poruszenie sumień. Powiew ducha prawdy. Uświadomienie potrzeby przemiany. Przeszliśmy przez swoiste rekolekcje narodu. Niech wydadzą owoce dobra. Także w wymiarze naszego stosunku do spraw publicznych, do spraw ojczyzny. Jana Paweł II ukazywał nam piękno zakorzenienia w Ojczyźnie, która jest wielkim darem Boga. Wartość pamięci, z której wyrasta tożsamość. Mówił nam, że prawdę trzeba rozpoznawać narzędziami sumienia i miłości.

Umiłowani!
Jesienią minie 40 lat od listu biskupów polskich do biskupów niemieckich. Chrześcijańskiego gestu wyciągnięcia ręki. Wtedy potraktowanego przez rządzących niemal jako akt zdrady polskiej racji stanu. Odczytywany dziś jako przesłanie profetyczne. Zapowiadające przyjście czasu pojednania, przebaczenia.

Domaga się jego dopełnienia Chrystus Pan i prawe chrześcijańskie sumienie. To proces, który nie ma alternatywy. Są dziś z nami Cerkwi Greckokatolickiej z Ukrainy, Bracia w wierze i jedności ze Stolica Piotrową. Celebrują Liturgię w duchu prawdy i miłości, i pojednania między naszymi narodami, które przez wieki żyły pod wspólnym dachem Rzeczypospolitej. Pragniemy podać braterska dłoń, ponad namiętnościami tamtej wojny, ponad przelaną krwią na Wołyniu. Podawaliśmy ją w Porycku, na cmentarzu ofiar, także w czasie pielgrzymki ukraińskiej Ojca Świętego, podczas obchodów tysiąclecia chrztu Rusi, na Jasnej Górze w 1988 roku. Gospody Pomyłuj. Przebacz nam Chryste wszystkie krzywdy wzajemne.

Wyrażamy żarliwą modlitwą wdzięczność o Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II. To on rozbudzał moce ducha, budził w nas męstwo i odwagę. Wiemy jak bardzo zabiegał o pojednanie pobratymczych i sąsiedzkich narodów. Zbliżenie i poznanie w wyzwalającej prawdzie przebaczającej miłości.

Będziemy się modlić o błogosławieństwo wiecznego Bożego pokoju, za Zmarłego Papieża, ojca polskiej wolności, za ojca wolności tylu ludów Europy Środkowo-Wschodniej. Za ten plon dobra, który zostawił. Żebyśmy mogli czerpać z niego obficie, na dobry siew.

Pozostajemy w jedności z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. Jednym z tych, którzy przeżyli koszmar wojny, dostali się w jej tryby, niosą jej pamięć. Niech ten Papież według serca Bożego prowadzi Kościół drogami nowego wieku, ku Chrystusowi

Przed nami nowy wiek nowy czas, nowe problemy europejskiego domu, który wydaje się być zmęczony, pozbawiony siły ducha.

Zajmijmy w nim miejsce godne, i trwałe. Idźmy ku przyszłości z odwagą. Ze świadomością tego, skąd przychodzimy i co niesiemy. Ze świadomością bogatego wiana i wierności Bogu i Polsce i wartościom, tym najtrwalszym, wszczepianym przez św. Benedykta, europejskiej tożsamości. Z pamięcią dziedzictwa II wojny światowej. Rozpoznawanego i osądzanego w prawdzie, osądzanego Bożą miarą przebaczającej miłości, miłosierdzia, które jest większe niż zło.

Budowanie cywilizacji miłości. Kultury – ŻYCIA!

Idźmy Bożymi drogami, za Chrystusem, który jest znakiem polskiej tożsamości, wtedy w latach wojny, później, w czasie zniewolenia, także dziś, kiedy przed nami nowy wiek wiary. „Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy” (1 Kor 20, 26). Tak jak królował w sercach tylu sprawiedliwych w tamtym, złym czasie.

Niech na tych drogach ku przyszłości Polski i Europy, ku przebaczaniu w prawdzie i braterstwie w miłości i sprawiedliwości towarzyszy nam Ta, która zawsze była z nami, Matka Pana. Pani Nieba i Ziemi. Królowa Polskiej Korony.

Trwała przy Synu pod jego Krzyżem. Była z nami, kiedy nieśliśmy nasze krzyże – wojny i zniewolenia. Monstra te esse Matrem – Okaż się nadal Matko!

Amen.

Dod. Ks. Wojciech Lipka 6.05.2005 o 20.48