Diecezja Warszawsko-Praska
Homilia Miłosierdzie Boże
Warszawa–Koło, 11 kwietnia 2010

Abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym,
i abyście wierząc mieli życie w imię Jego (J 20,31)

Drodzy Bracia i Siostry, czciciele Miłosierdzia Bożego, Boga zawsze miłosiernego.

Z ustanowienia Sługi Bożego, Papieża Jana Pawła II obchodzimy drugą niedzielę po Zmartwychwstaniu Pańskim, jako Święto Miłosierdzia. W ten sposób wypełniły się słowa zapisane przez Siostrę Faustynę, jako wolę Jezusa: pierwsza niedziela po Wielkanocy, ma być świętem Miłosierdzia, kapłani mają w dniu tym mówić duszom o tym wielkim i niezgłębionym miłosierdziu moim (Dz. 570).

Dlaczego ta niedziela, dlaczego to święto? Pytanie tym bardziej dociekliwe, gdy pogrążeni w żałobie, szukamy odpowiedzi na tyle pytań, które się cisną wobec narodowej tragedii, a odpowiedzi przychodzą tak trudno.

W tę niedzielę kończymy oktawę Zmartwychwstania Pańskiego, gdy zwracamy się do „Boga zawsze miłosiernego”, prosząc o łaskę głębszego poznania, „jak wielki jest chrzest, przez który zostaliśmy oczyszczeni, jak wielki jest Duch, przez którego zostaliśmy odrodzeni, i jak cenna jest Krew, przez którą zostaliśmy odkupieni”. Nasze oczyszczenie, odrodzenie i odkupienie jest wyrazem Bożego miłosierdzia tegoż miłosierdzia dziełem.

U samego początku, człowiek stworzony do przyjaźni, bliskości i zażyłości z Bogiem Stwórcą, stworzony do życia szczęśliwego, Boga zdradził, odwrócił się od niego i opuścił. Pierwsi ludzie ulegli podszeptom złego ducha, by samymi stać się bogami, by samymi decydować co dobre, a co złe, by widzieć Boga jako przeszkodę do szczęścia i samostanowienia, przyjęli fałszywy obraz Boga kłamcy, zazdrosnego o swój stan posiadania i tym samym, Boga odrzucając, weszli na drogę zła, prowadzącego do zatracenia; grzechu prowadzącego do śmierci. Obraz i podobieństwo Boże w człowieku uległy zatarciu a cel jego istnienia –rozmyciu.

W ten sposób ludzie sami sprowadzili na własne głowy konsekwencje zła, i tym samym stali się podlegli sprawiedliwości, która w Bogu jest zawsze trafna, działająca w każdym przypadku i nieomylna. Sprawiedliwość Boża, to przywracanie zaburzonej równowagi świata, to konieczność wyrównania szkód i krzywd. Zło, którego źródłem jest człowiek, nazywa się grzechem, złem jemu przypisywalnym, za które jest odpowiedzialny i którego skutki ponosi.

To zło, ludzki grzech, wpisane jest w historię świata, w historię ludzkości, społeczeństw, narodów ale zawsze też pochodzi od konkretnych osób. Grzech jest osobowy i osobisty, własny; jest mój, jest twój a niekiedy nasz. Zawsze jest skierowany przeciwko Bogu i przeciwko człowiekowi, przede wszystkim przeciwko sobie.

Dlatego też obraz świata, ludzka sytuacja i każde indywidualne życie w jego powiązaniach z innymi utkane jest ze świateł i z cieni. Słusznie szczycimy się osiągnięciami ludzkiego umysłu, twórczości, pomysłowości, inicjatywy, z podziwem śledzimy postępy wiedzy i techniki, rozwój informatyki i środków komunikacji.

Byłoby jednak ślepotą nie dostrzegać teraz jak i w przeszłości zachwiania równowagi. Jak mówi Sobór Wat. II „zakłócenia równowagi, na które cierpi dzisiejszy świat w istocie wiążą się z bardziej podstawowym zachwianiem równowagi, które ma miejsce w sercu ludzkim. W samym bowiem człowieku wiele elementów zwalcza się nawzajem. Przyciągany wielu ponętami, musi wciąż wybierać pomiędzy nimi i wyrzekać się niektórych. Co więcej, będąc słabym i grzesznym, nierzadko czyni to, czego nie chce, nie zaś to, co chciałby czynić. Stąd cierpi rozdarcie w samym sobie, z czego z kolei tyle i tak wielkich rozdźwięków rodzi się w społeczeństwie”.

Pozostają ciągle te same pytania bez odpowiedzi: „czym jest człowiek; jaki jest sens cierpienia, zła, śmierci, które istnieją nadal, choć dokonał się tak wielki postęp?”. (por. GS, 10). Niepokój i lęk nie są nikomu obce, postępuje zanik zaufania do przyszłości, nieufność wobec życia, mimo powtarzanych zapewnień o lepszej przyszłości, która się nie realizuje i medialnego rozbawienia, które nie ma jutra.

Kościół w swym realizmie dostrzega umieranie człowieka przez działanie sił mu przeciwnych. Dostrzega również i ostrzega: człowiek sam z siebie nie jest zdolny, pomimo heroiczności niektórych, wyzwolić się od tego, co go niszczy. Miniony wiek XX jest dowodzi tej niszczycielskiej zdolności: żadna poprzednia epoka nie spowodowała tak masowej zagłady niewinnych osób, takiej skali ludobójstwa, nie tylko dlatego iż liczba ludności wzrosła, ale dlatego, że zdolność zabijania się zwielokrotniła. Katyńska Kalwaria jest tego wymownym potwierdzeniem.

Struktury grzechu, przed którymi nierzadko ostrzegał Jan Paweł II przetrwały i istnieją w naszym XXI wieku Nigdy przedtem nie było tak masowych grzechów przeciwko życiu ludzkiemu: urodzonemu i nieurodzonemu. Dlatego też św. Matka Teresa z Kalkuty mawiała: z tego powodu ten świat nigdy nie zazna pokoju.

Mega-grzechem współczesności jest zanik wiary, ucieczka od niej, zwalczanie jej i tym samym odcinanie od korzeni ludzkiego bytu wypieranie się Stwórcy człowieka. Cicha czy głośna apostazja jest drogą do nikąd, a Boga znajduje ten, kto Go szuka. O ile wiara jest łaską, o tyle szukanie Boga należy do człowieka.

Brak wierności Bogu prowadzi do braku wierności człowiekowi, danemu słowu, przysiędze, że cię nie opuszczę aż do śmierci, powoduje niezdolność do dalekosiężnych życiowych zaangażowań. Małżonkowie się rozchodzą, rodzicie opuszczają dzieci, dzieci przestają „czcić ojca swego i matkę swoją”, młodzi są niezdolni do trwałej miłości i skazują się na tymczasowość, społeczeństwo przestaje być solidarne, ojczyzna staje się pustym słowem, miłość nie wiadomo co oznacza, wolność jest bez-wolą, a prawda – kłamstwem. Wszystko można kupić i wszystko sprzedać. „Kiedy Bóg zostaje zepchnięty na dalszy plan, nasza zdolność rozeznania naturalnego porządku, celu i „dobra” zaczyna słabnąć” – mówił w Sydney do młodzieży Ojciec Święty Benedykt XVI (17.07.2008).

Od zabójstwa sprawiedliwego Abla istnieją grzechy „wołające o pomstę do nieba: krew twojego brata woła z ziemi do Mnie! – mówi Bóg do Kaina. Łatwiej jest wypłacić się niesprawiedliwości wobec drugiego człowieka, ale niesprawiedliwości wobec Boga jest to po ludzku i ludzkimi sposobami - niemożliwe. Konsekwencją grzechu była więc śmierć. A psalmista powtarzał: uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój mam zawsze przed sobą (Ps 51,5).

Bóg zawsze wierny nigdy jednak człowieka nie opuścił! Wyrażamy to w modlitwie eucharystycznej: A gdy człowiek przez nieposłuszeństwo utracił Twoją przyjaźń, nie pozostawiłeś go pod władzą śmierci. W miłosierdziu swoim pospieszyłeś z pomocą wszystkim ludziom, aby Ciebie szukali i znaleźli (IV modlitwa eucharystyczna).

Drodzy bracia i siostry!

Ojciec Święty Benedykt XVI, w czasie tegorocznej liturgii paschalnej przytoczył rzecz następującą:
Mówił: Starożytna legenda żydowska zaczerpnięta z apokryficznej księgi "Żywot Adama i Ewy" opowiada, że w czasie swej ostatniej choroby Adam wysłał swojego syna Seta i Ewę do Raju, by przynieśli mu stamtąd olej miłosierdzia, którym mógłby zostać namaszczony i w ten sposób wyzdrowieć. Modląc się i płacząc, szukali drzewa życia, aż wreszcie ukazał im się Archanioł Michał, oznajmiając, że nie otrzymają oleju z drzewa miłosierdzia i że Adam będzie musiał umrzeć. W późniejszym czasie chrześcijańscy czytelnicy dodali do tego archanielskiego przesłania słowa pociechy. Archanioł miał powiedzieć, że po pięciu i pół tysiącach lat przyjdzie pełen miłości Król Chrystus, Syn Boży, i że namaści olejem swego miłosierdzia wszystkich, którzy w Niego uwierzą. "Olej miłosierdzia będzie na wieki wieków dany tym, którzy odrodzą się z wody i Ducha Świętego. Wówczas Syn Boży bogaty w miłość, Chrystus, zstąpi w głąb ziemi i poprowadzi twego ojca do Raju, do drzewa miłosierdzia". W słowach tych – mówił dalej Ojciec Święty - uwidacznia się cała udręka człowieka wobec losu, który został mu przypisany, a który nierozerwalnie łączy się z chorobą, bólem i śmiercią. Wyraźny staje się więc opór, z jakim człowiek podchodzi do śmierci: częstokroć myślano, że przecież musi gdzieś rosnąć jakieś zioło, które zapobiegałoby śmierci. Wcześniej czy później musi być możliwe znalezienie lekarstwa nie tylko na jakąś konkretną chorobę, ale na prawdziwe nieszczęście - na śmierć. Krótko mówiąc, musi istnieć lekarstwo zapewniające nieśmiertelność.

W świętą Noc Zmartwychwstania śpiewaliśmy z przekonaniem i radością że Jezus spłacił za nas dług Adama i krwią serdeczną zmazał dłużny zapis starodawnej winy.O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!Uświęcająca siła tej nocy oddala zbrodnie, z przewin obmywa, przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym, rozprasza nienawiść, usposabia do zgody i ugina potęgi (Exultet). Orędzie Wielkanocne wyraża istotę dzisiejszej Niedzieli Miłosierdzia: jest ono zdobyte ofiarą Ciała i Krwi, duszy i Bóstwa.

W dziewiątym dniu nowenny do Miłosierdzia Bożego wstrząsnęła nami bezprecedensowa tragedia, której rozmiarów i skutków nie jesteśmy w stanie ogarnąć i pytanie: dlaczego? - nas nie opuszcza.

Ta tragedia nałożyła się na niebotyczną zbrodnię katyńską, wpisaną na zawsze w naszą zbiorową świadomość. Jednocześnie dokonała się w dniu piątej, liturgicznej rocznicy śmierci Sługi Bożego Jana Pawła II, który należał i wyrósł z tej elity narodu likwidowanej strzałem w tył głowy. Tam zginęli teraz najlepsi synowie i córki naszego narodu, elita wolnej już Polski, oddali życie w jej służbie, na posterunku, w najlepszym momencie ich życia.

I to on, Jan Paweł II okazał się niestrudzonym czcicielem Miłosierdzia Bożego, wynoszącym na ołtarze skromną zakonnicę Faustynę Helenę Kowalską- niejako sekretarkę Jezusa Miłosiernego, powtarzającą w każdej sytuacji życiowej te krótkie słowa: Jezu, ufam Tobie!

Może ona ułatwi nam poszukiwanie sensu wydarzenia, wstrząsającego naszą świadomością i sumieniem?

W końcu lat dwudziestych minionego wieku Siostra Faustyna miała wizję, którą tak opisuje: Pewnego dnia powiedział mi Jezus, że spuści karę na jedno miasto, które jest najpiękniejsze w Ojczyźnie naszej. Kara ta miała być – jaką Bóg ukarał Sodomę i Gomorę. Widziałam wielkie zgniewanie Boże i dreszcz napełnił, przeszył mi serce. Milczeniem modliłam się. (...) Siódmego dnia ujrzałam Jezusa w obłoku jasnym i zaczęłam prosić, ażeby Jezus spojrzał na miasto i na kraj nasz cały. Jezus spojrzał się łaskawie. Kiedy spostrzegłam życzliwość Jezusa, zaczęłam błagać Go o błogosławieństwo. Wtem rzekł Jezus: Dla ciebie błogosławię krajowi całemu – i uczynił duży znak krzyża ręką nad Ojczyzną naszą Radość wielka napełniła duszę moją widząc dobroć Boga (Dz. 39).

Osiem lat później, w 1936 r. Jezus polecił jej modlić się w celu przebłagania Boga i uproszenia miłosierdzia Bożego dla Polski (por Dz. 714).

Warszawa została jednak zburzona i spalona, jak nieszczęsne biblijne miasta: czy była gorsza od innych stolic europejskich w okupowanych krajach? Z pewnością – nie! Kraj został spustoszony, elity wybite. Czy był gorszy od innych? – z pewnością, nie! Ale błogosławieństwo Boże pozostało, bo jest ono nieodwołalne. Pozostała moc modlitwy i to przekonanie, że Bóg wymaga od nas więcej, niż od innych i więcej się po nas spodziewa niż po innych, że mamy być znakiem wierności, wiary i jedności.

To, co przeżywamy, czy nie jest wielkim wezwaniem do nawrócenia? Jezus powiedział zwiastunom złej nowiny: myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie (Łk 13,4-5).

Bóg bogaty w Miłosierdzie i zawsze miłosierny zrobił wszystko, by wybawić nas od złego; napotyka tylko nieprzezwyciężalną przeszkodę, stwarzając nas wolnymi: tą przeszkodą są nasze wybory i nasze decyzje. Szansa jest po stronie każdego z nas.

Bracia i Siostry, mieszkańcy Warszawy, miasta heroicznego.

Z Polski płynie przesłanie o miłosierdziu Bożym nad światem. To w Polsce Ojciec Święty z tego kraju wyrosły, by być dla świata „znakiem sprzeciwu”, któremu „sprzeciwiać się będą” powierzył świat Bożemu Miłosierdziu:

Boże, Ojcze miłosierny,
Który objawiłeś swoją miłość
W Twoim Synu Jezusie Chrystusie,
I wylałeś a na nas w Duchu Świętym Pocieszycielu,
Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka.
Pochyl się nad nami grzesznymi, ulecz naszą słabość,
Przezwycięż wszelkie zło,
Pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi
Doświadczyć Twojego miłosierdzia,
Aby w Tobie, Trójjedyny Boże,
Zawsze odnajdywali źródło nadziei.
Ojcze przedwieczny
Dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twego Syna,
miej miłosierdzie dla nas
i całego świata,
Amen.

W następnych dnia żałoby narodowej odprowadzimy poległych w katastrofie na miejsce ich spoczynku. Otoczmy ich serdeczną modlitwą: tych, co odeszli i tych, którzy pozostali: żony, mężowie, dzieci, rodzice, przyjaciele i znajomi i wszyscy, którzy płaczą i których dotknął cień śmierci. Wielokrotnie też zaśpiewamy tę pieśń:

Niech was przygarnie Chrystus uwielbiony.
On wezwał was do Królestwa światła.
Niech na spotkanie w progach Ojca domu
po wszystkich wyjdzie litościwa Matka.

Promienny Chryste, Boski Zbawicielu,
jedyne światło, które nie zna zmierzchu,
bądź dla tych dusz wiecznym odpocznieniem,
pozwól oglądać chwały Twej majestat.

Amen.

Dod. Ks. Wojciech Lipka 12.04.2010 o 13.11, akt. 12.04.2010 o 13.12